niedziela, 31 marca 2013

Please a glass of scotch. (cz.1)




I jest drugi shot :]
Znów Brusnop...
Tym razem wyszedł dłuższy, zajął 7 i pół stron A4.
Więc podzieliłam go na dwie części. 


                         Miłego Czytania :]


Ben: 
-Bo, bo ja, ja cię....kocham cię kurwa!- w tej chwili mnie zamurowało.
Danny rucham wszystko co się rusza Worsnop właśnie stał przede mną, wyznawał mi miłość, a ja patrzyłem na niego z szeroko otwartymi oczami i kompletnie nie wiedziałem jak się zachować. Owszem czułem coś do niego, ale czy miłość? Nie byłem pewien, wszelkie moje odczucia się ze sobą mieszały i niczego już nie byłem pewien..
-Danny ja...ja muszę iść się przejść.- i tak po prostu wyszedłem. Zostawiłem tam Danny'ego i mógłbym przysiąc, że w jego oczach widziałem łzy gdy wychodziłem.
Czułem się jak pieprzony dupek, ale bałem się tam zostać. Bałem się, że powiem coś co zrani go dwa razy mocniej-No kurwa nie mogę go tak zostawić!-krzyczałem sam do siebie wracając w stronę naszego hotelu-ale co ja mam mu powiedzieć?!-byłem kompletnie rozdarty. Z jedynej strony chciałem przy nim byc. Przytulic go, powiedzieć, że jest okej, że ja tez go kocham i że chcę z nim byc, że chcę przy nim zasypiac i budzic się, że chce się z nim pieprzyc i chcę, żebyśmy zaplanowali nasze wspólne życie. 
Jednak czułem dziwny ucisk, który kazał mi iść dalej. Gdziekolwiek. Byle jak najdalej od Danny'ego. Bałem się...cholernie się bałem, że jeśli teraz wrócę to nie będę potrafił nawet spojrzeć mu w oczy-w cholerę z tym!-wyciągnąłem papierosa i mocno się zaciągnąłem. Z braku pomysłu gdzie się udac, udałem się do pobliskiego baru. 




***



Danny:
-"...muszę iśc się przejść"- te słowa odbijały się w mojej głowie echem, miażdżąc mój mózg i rozrywając moje skronie. Mój Ben, mój kochany Benni mnie nie kocha. Oparłem się o kojąco chłodną ścianę i osunąłem na ziemie, pozwalając łzom swobodnie spływac po moich policzkach. Czułem się jak wrak. Na raz opuściła mnie ochota na wszystko. Na picie, jedzenie, oddychanie...no może na whisky wciąż miałem ochotę. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić i czy jeszcze kiedykolwiek będę potrafił spojrzeć Benowi prosto w oczy. Po chwili pozbierałem się z podłogi, w końcu w każdej chwili mógł tu wejść któryś z chłopaków. Wszedłem do łazienki, spojrzałem w lustro i parsknąłem śmiechem-Jesteś żałosny Worsnop-chciałem wziąć prysznic, jednak tylko obmyłem twarz zimną wodą. Wróciłem do salon, chwyciłem bluzę i portfel, po czym wyszedłem z pokoju. Zjechałem na sam dół i podszedłem do recepcjonistki.
-Witam pana w czym mogę pomóc? 
-Gdzie tu jest najbliższy burdel? 
-Przepraszam co?-spojrzała na mnie z pogardą licząc, że ją przeproszę i zmienię swą postawę. Jednak ja byłem zbyt wkurwiony i załamany. 
-Gdzie tu dostanę jakąś dziwkę? No chyba, że ty skarbie jesteś chętna.-palnąłem i uśmiechnąłem się do niej głupkowato. Popatrzyła się na mnie z oburzeniem, po czym zaczęła grzebać w komputerze mrucząc coś pod nosem. Po chwili podała mi mi mała kartkę na której był zapisany jakiś adres. Biorąc ją niby przypadkiem przesunąłem opuszkiem palca od jej nadgarstka po koniec palców i chwyciłem za świstek papieru. 
-Dzięki skarbie-uśmiechnąłem się i przesłałem jej buziaka w powietrzu. 
-Pieprzony debil.
-Dziękuję staram się.-od powiedziałem kreśląc cos na kawałku papieru, który oderwałem od tego który podała mi dziewczyna.
-Proszę kochanie. 
-Co to takiego?
-Mój numer telefonu. Dzwoń śmiało gdyby twój facet przestał cię zaspokajać-dziewczyna nie wytrzymała. Wstała i wymierzyła mi policzek, jednak ja w porę się schyliłem.
-Lubię takie agresywne dziewczyny. 
-Idiota, pieprzony idiota, spieprzaj!-krzyknęła za mną na odchodne.
Wychodząc złapałem taksówkę i podałem kierowcy adres, nie było żadnych korków więc przyjemnie się jechało, z głośników dobiegało "Stairway to heaven" kierowca trochę pogłośnił, ale nie miałem nic przeciwko. Lubiłem tą piosenkę. Po ośmiu minutach byłem na miejscu. Uregulowałem rachunek i wszedłem do lokalu.
-Witaj w niebie Danny. 





***



Ben:
-W takim razie ja już nic nie rozumiem. 
-Przecież to proste.
-Nie do końca. Kochasz go czy nie kochasz?
-Kocham.
-To czemu mu tego nie powiedziałeś i dlaczego go tam zostawiłeś? 
-Bo mnie zaskoczył. Działałem pochopnie i nie myślałem logicznie...o ile w ogóle myślałem.Doznałem szoku. Nie spodziewałem się, ze kidykolwiek usłyszę od niego coś takiego. Gdyby teraz zapytał jeszcze raz, nie miałbym wątpliwości co odpowiedziec. 
-To idź do niego. Zrozumie. 
-A co jeśli on mnie już nie kocha? Pewnie nie chce mnie już znac. 
-Głupie pieprzenie! Trzy godziny temu wyznawał ci miłośc, nie tak łatwo się dokochac. PO za tym jakby nie patrzeć...ty nie powiedziałeś, że go nie kochasz.
-Co nie zmienia faktu, że go zraniłem. 
-Co nie zmienia faktu, że i tak jestem pewna, że ci wybaczy. 
-Meg?
-Co?
-Ale...jeśli ja się boję? 
-Jak cię zaraz trzepnę to ci przejdzie! Braman dwie szklanki szkockiej dla tego pana!
-Nie chcę pic.
-Chcesz tylko jeszcze o tym nie wiesz, po za tym nawet powinieneś...gadasz jak baba.-w tej chwili przytuliłem dziewczynę.
-Dziękuję ci.-ta drobna blondynka, która poznałem nie całą godzinę temu tak strasznie mi pomogła, że miałem ochotę dziękować jej na kolanach. 
-Nie ma za co.- uśmiechnęła się nieznacznie po czym się pożegnaliśmy, a ja pognałem do hotelu... 




****************************************



No to by było na tyle póki co. Ciąg dalszy nastąpi jutro lub pojutrze. Zapraszam do komentowania :] 

piątek, 22 marca 2013

Can always be better.


   Mój pierwszy napisany bromance.
     Będzie to Brusnop (Ben Bruce+Danny Worsnop)
     Przepraszam za wszelkie błędy :/
     Mile widziane komentarze :)




 Ben:

-Dzień Dobry-powiedziałam w stronę leżącego obok mnie Danny'ego, który właśnie się obudził.
-Cześć skarbie-odpowiedział mi zachrypniętym głosem, zbliżył się i cmokną mnie w usta.
-Jak się spało?
-Całkiem przyjemnie, ale mogło być lepiej.
-A co Ci przeszkadzało? 
-Zabrałeś mi w nocy kołdrę!-odpowiedział i obrócił się na plecy z miną obrażonego dziecka. Zaśmiałem się i położyłem na nim.
-Danny to był przypadek! Naprawdę nie chciałem! Nie obrażaj się na mnie ja tego nie przeżyję!-krzyczałem i próbowałem go pocałować, ale on tylko się śmiał i skutecznie przede mną uciekał. Tak się wiercił, że prawie już leżał na boku, więc ja na chwilę przestałem się ruszać, a kiedy on znowu wylądował na plecach, żeby sprawdzić o co chodzi, szybko się pochyliłem i złączyłem nasze usta.
-WYGRAŁEM!-odkrzyknąłem i wytknąłem mu język, a ta zręczna wredota złapała go zębami. 
-Ała! To bolało idioto! Leci mi krew?-zapytałem i jeszcze raz wyciągnąłem język. 
-Oj przepraszam, nie chciałem. Raczej nie leci, ale daj pocałuje żeby nie bolało-w tej chwili się podniósł przejechał swoim językiem po moim i złożył na nim pocałunek-I jak?Lepiej? 
-Trochę, ale zawsze może być jeszcze lepiej-powiedziałem i uniosłem wymownie brwi. 
-Mi nie musisz dwa razy powtarzać-uśmiechną się tym swoim cudownym uśmiechem i tak na obrócił, że teraz to on górował. Oplotłem go w biodrach nogami i zdjąłem z niego koszulkę.
-Przytyło Ci się skarbie. 
-Pieprz się kochanie.-odparł i przyssał się do mojej szyi zostawiając na niej malinki. Za ten czas próbowałem w jakiś sposób zsunąć z niego bokserki. Opornie mi to szło, ale w końcu się udało.
Gdy tylko jego bokserki znalazły się na podłodze, moje również podzieliły ich los. Danny przygotowywał się, już żeby we mnie wejść, gdy nagle mnie tchnęło. 

-Danny, a może by spróbować czegoś nowego?
-Co masz na myśli?
-69?
-Spoko mi odpowiada.-powiedział, zmienił pozycję i już po chwili miałem w swoich ustach jego przyrodzenie.
Badałem go dokładnie językiem od nasady, aż po końcówkę, podczas kiedy Danny intensywnie pieścił czubek mojego członka. Przejechałem językiem po jego udach i idąc na ambicje zostawiłem tam kilka malinek, które miały utworzyć jakiś kształt, jednak coś nie wyszło. 
Nagle poczułem dreszcz przechodzący przez moje ciało ciało. Podczas gdy ja się bawiłem w robienie wzorków Danny się nie obijał. Chciałem, żebyśmy doszli w tym samym czasie, więc chwyciłem jego przyrodzenie ręką i razem z pierwszym ruchem przyssałem się do jego końcówki. Danny na chwile przerwał i wydał z siebie jęk. No dobra to jedziemy! Powiedziałem sam do siebie w  myślach i zacząłem rytmicznie poruszać ręką. Załapał o co chodzi i również zwiększył intensywność pieszczot. Po pewnym czasie wszelki ruchy ruchy ustami zostały nieco ograniczone, ponieważ nasze oddechy stały się ciężki i nie równe+z naszych ust co chwila  wyrywały się jęki wywoływane rozkoszą która sobie nawzajem dawaliśmy. Nagle moje ciało przeszła fala gorąca, po której nadszedł upragniony orgazm. Poderwałem głowę do góry i wydałem z siebie przeciągły krzyk. Danny też doszedł i w sumie nie wiedziałem który z nas krzyczał głośniej.  Opadłem  na łóżko zaraz obok niego i starałem się uspokoić oddech. 
-I jak zadowolony? 
-Jak cholera, ale wole jak połykasz-powiedział i wybuch śmiechem.
-Świnia z Ciebie!
-Ale ja połknąłem.
-I co chcesz za to nobla?
-Nie buziak wystarczy.
-Marzenia.-podniosłem się, starłem ze swojego podbródka spermę Danny'ego i udałem się w stronę kuchni.
-A ty gdzie idziesz?
-Na pic się.
-Nie udław się.
-Łykam tak dobrze jak ty. 


                                                                 *           *           *



Okej siema, co jakiś czas będą się tu pojawiac nowe shoty, będą to wyłącznie bromance...głównie Brusnopy i Destiele. Myślę, że póki co to na tyle, zapraszam do komentowania. :)