sobota, 9 listopada 2013

My Gay Romance I


Okej, więc jest Frerard, jest trochę dziwny, a pierwszy rozdział (bo ogółem całość wyszła trochę długa, więc go podzieliłam) jest nudny as hell i jest w sumie jednym wielkim dialogiem, no ale cóż. 

+ wiem, jestem tak aktywnym bloogerem, że niech mnie, lecz mimo to, jeżeli pod tym postem nie będzie chociaż 4 komentarzy to nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek, cokolwiek tu przepiszę, bo nie ma sensu skoro nie ma czytelników, ale dobrze, już kończę narzekać. Czytajcie. 



***


Leżałem na łóżku i prawie zasypiałem. Wokół mnie była głucha cisza. Dałoby się pomyśleć, że wszyscy na świecie poginęli, ale póki co mi to odpowiadało. Niczego nie pragnąłem tak bardzo jak snu, byłem cholernie zmęczony. Gdy już prawie udało mi się odpłynąć w Krainę Morfeusza, ktoś zapukał w drzwi mojego pokoju. Samobójca.
-Frank, przyszedł do Ciebie kolega.
-Ja przyszedł to może też odejść.
-Frank!
-Powiedz mu, że nie żyje.
-Zaraz tu do Ciebie wejdzie.
Lepiej do mnie niż we mnie... Zacząłem się powoli podnosić. Po chwili znów usłyszałem ciche stukanie w drewno i do środka wsunęła się czarna czupryna.
-Mogę?
-Nie, ale i tak wiem, że wejdziesz.
Chłopak wsunął się do środka i zamknął za sobą drzwi.
-Słyszałem, że umarłeś.
-Leczysz Skarbie, usłyszałem twój głos i zmartwychwstałem -uśmiechnąłem się do niego-cóż to za niespodziewana wizyta? Stało się coś?
-Nie, tylko mam prośbę.
-Słucham.
-Mam do oddania rysunek na sztukę.
-I?
-To portret.
-I?
-I muszę mieć modela.
-I?
-Przestań już i-kać. Zgodzisz się posiedzieć parę godzin w bezruchu i użyczysz mi swojej ślicznej buźki?
-Nie.
-To świe...nie?
-Nie.
-No, ale czemu? Proszę zgódź się.
Cel osiągnięty. Lubię gdy Gerard zaczyna się denerwować, wtedy tak słodko marszczy nos i oczy robią mu się takie duże oczy.
-A co będę za to miał?
-Satysfakcje, że pomogłeś koledze w potrzebie.
-No to nie.-uśmiechnąłem się do niego słodziutko.
-A jak dam Ci to?-zapytał wyciągając z za pleców małe pudełko. Oczy od razu mi się zaświeciły i zaczęła mnie zżerać ciekawość.
-Co tam jest?-zacząłem się zbliżać do Gerarda, ale on schował pudełko za plecy-No ej, pokaż mi.-zrobiłem minę niczym kot z Shreka i próbowałem dosięgnąć mojego skarbu, ale mi się nie udało, trzeba mi było jeść drożdże w dzieciństwie. Gee położył mój chwilowy obiekt westchnień na szafie i zaczął mnie pchać w stronę łóżka.
-Później dostaniesz, póki co siadaj na tyłku.
Pchnął mnie mocniej, a ja nieświadomy, że łóżko jest już tak blisko, chwilowo spanikowałem, przez co upadłem na nie, ciągnąc za sobą Way'a. Upadając dostałem w zęby z jego głowy, albo on w głowę z moich zębów...można się kłócić.
-Au, kurwa! Frank to był jeden z najgorszych sposobów jakie widziałem, na zaciągnięcie kogoś do łóżka.
-Nie schlebiaj tak sobie, poza tym , to nie tobie leci teraz krew-powiedziałem odchylając dolną wargę z której sączyła się krew, ale zaraz ją puściłem bo Gerard zaczął się na mnie patrzeć z dziwnym wyrazem twarzy-chcesz mnie zjeść?
-To później-zaśmiał się i poruszył śmiesznie brwiami-a teraz musisz rozmazać sobie krew na wardze i tak, żeby spływała po brodzie.
-Masz gorączkę?
-Nie, będzie ciekawie wyglądać-stwierdził i wepchał mi do ust dwa palce.
-Gchełałd poebało cię?!- nie uzyskałem odpowiedzi, za t otrzymałem dwa palce grzebiące mi w ustach i jeżdżące po mojej brodzie-Już, teraz jesteś zadowolony?
-Nie masz w sobie za grosz kreatywności, tak jest lepiej i tyle.
-Niech ci będzie. Szkoda, że nie urodziłeś się wcześniej.
Dlaczego?
-Mógłbyś ulepszyć tyle dzieł sztuki, dajmy na to "Dama z Łasiczką", przecież to by wyglądało o wiele lepiej, gdyby łasica ociekała krwią, a dama wgryzała jej się w krtań.
-Och dobra, przestań już. Teraz tak-Way założył mi parę kosmyków włosów za ucho, a inne rozczochrał tak, że opadały mi na czoło-jest dobrze, teraz jeszcze tylko rozchyl trochę usta, nie zaciskaj ich tak.
Posłusznie wykonałem polecenie tak jak i jeszcze parę innych zadanych przez Czarnowłosego, a gdy w końcu wszystko było jak chciał, uśmiechnął się do mnie, ucałował w czoło i ciesząc się jak małe dziecko pognał do krzesła na przeciwko.


*3h później*


-Gerard!
-Przecież już kończę.
-Mam powtórzyć? Boli mnie tyłek i plecy, skostniałem, chce mi się lać i pić, i jeść, a ta zaschnięta krew na zmianę mnie swędzi i piecze...szybciej!
-Matko, modelem to ty nie zostaniesz, bo nikt z twoim marudzeniem nie wytrzyma.
-A ty nigdy nie znajdziesz innego modela, bo z twoim tempem również nikt nie wytrzyma.
-Skończyłem! Victoria!
-Pokaż, pokaż, pokaż-zerwałem się z miejsca i wyrwałem Czarnowłosemu szkicownik z rąk-o matko.
-Co?
-Wyglądam strasznie! Coś ty mi zrobił?!
-Pf, to nie moja wina, że mas twarz jak wysyp po granacie.
-No i się doigrałeś.
Rzuciłem się na Gerarda i przy użyciu całej swojej siły udało mi się położyć go na ziemie, taki silny Franuś! Usiadłem na nim okrakiem i zacząłem go łaskotać.
-Coś Ci nie wyszło Frank, nie mam łaskotek.
Rzeczywiście Way'a niezbyt ruszały moje usilne próby wywołania u niego śmiechu i niem się obejrzałem chwycił biednego, drobnego Franusia za ramiona i obrócił nas tak, że teraz ja byłem pod nim. Położył obie ręce po moich bokach i szeroko się uśmiechnął.
-Nie zrobisz tego.
-A jeśli?
-To Cię ugryzę.
-Haha, to ci oddam.
-To co, będziemy tak leżeć na tej podłodze i będziemy się podgryzać?
-Masz jakieś fetysze?
-Wow no to było śmieszne. Dobra złaź ze mnie grubasie, bo mnie miażdżysz tym wielkim tyłkiem!
-No to sobie przegiąłeś.
Czarnowłosy już zabierał się do roboty, kiedy zadzwonił jego telefon.
-Halo; tak; nie; już?; a mogę...; dobra, pa.
-Mamusia wzywa synka? Kolacyjka gotowa?
-Pieprz się.
To złaś wreszcie z moich nóg!
-No już!
Gerard niezdarnie zwlekł się ze mnie i wyciągnął do mnie rękę.
-Czuję podstęp.
-Przecież ja bym cię nie skrzywdził... Nie patrz się na mnie takim gardzącym wzrokiem i dawaj tą łapę.
Powiedział i chwycił moja rękę, ciągnąc mnie do góry.
-Och wow, nic mi nie zrobiłeś no nie wierzę!
-Och, nie martw się-Gee położył ręce na moich biodrach i przyciągnął mnie do siebie-później ci coś zrobię-tak słodko zachichotał w moje ucho. Az by się go zjadło...chyba się tak ciut pedalsko zrobiło.
-Gdzie mnie z tymi rączkami?!
-A gdzie chcesz?
Ach, piękny uśmiech na morce Way'a, zaraz chyba troszkę zniszczę te jego fantazje.
-Tam. Na szafę po moje pudełko.
Uśmiechnąłem się szeroko i ugryzłem go w czubek nos. Ten tylko westchnął głęboko i ściągną mój skarb. Szybko go otworzyłem i wysypałem zawartość na łóżko.
-Ale co to?
-Aww, zrobiłeś minę jak takie małe kociątko.
-Gee!
-Naklejki na gitarę.
-Tylko pięć?
-Bo to tylko jedno słowo.
-Jakie?
-Pomyśl. Ja już idę. Do jutro Frank.
Czarnowłosy pożegnał się, pocałował mnie w policzek i wyszedł. Zebrałem litery siadłem na podłogę i zacząłem myśleć. Po 5 minutach napisałem do Gerarda wiadomość.
* do Gerard: PANSY?*
*od Gerard: Brawo* 

sobota, 27 lipca 2013

Shower

No więc Destiel. 
Dość krótki, napisany już dawno bo jeszcze w 2012 roku, ale jakoś nie mogłam się do niego przekonać, więc go nie przepisywałam. Teraz nadal nie jestem przekonana, ale cóż ryzykuję.
Miłego czytania(mam nadzieję).



Castiel:
-Dean przynieś mi ręcznik!
-Co mówisz?!
-Proszę, żebyś przyniósł mi ręcznik!
-Już poczekaj chwilę!
Odkąd wprowadził się do mnie Dean żyje mi się sto razy łatwiej. Kiedyś sam musiałbym wyjść z łazienki, spod ciepłej wody i  iść po ręcznik. Teraz na szczęście zawsze mogę polegać na swoim chłopaku.
-Proszę-powiedział chłopak wchodząc do pomieszczenia i kładąc materiał na pralce.
-Dziękuję ci-odparłem, po chwili jednak skapłem się, ż e Dean wcale nie ma zamiaru opuścić łazienki. Wychyliłem głowę z poza kotary. Stał oparty o zlew i patrzył na mnie mając na ustach ten swój zniewalający uśmiech.
-Będziesz tak tu stał?
-Czekam, aż skończysz, wezmę prysznic po tobie.
-Mogłeś mówić wcześniej to moglibyśmy wziąć go razem no, ale trudno.
Na te słowa od razu się ożywił i tak seksownie przygryzł dolną wargę. Schowałem się z powrotem za zasłonę, która i tak po krótkiej chwili znów się odsunęła.
-Zawsze mogę się jeszcze dołączyć.
-Przykro mi już kończę.
Słodko się uśmiechnąłem i odwróciłem licząc, że zraz sobie pójdzie. Nic bardziej mylnego. Poczułem jego ciepłe wargi na moim karku i ręce oplatające moją klatkę piersiową.
-Dean jesteś w ubraniu.
-A no tak zapomniałem. Więc jak będzie, pomożesz mi się rozebrać?
Ogarnąłem go całego wzrokiem. Jego biała koszulka była już cała mokra, przez co dokładnie przylegała do jego ciała i przebijał się przez nią zarys jego mięśni. Wyglądał nieziemsko gdy tak tu stał, oblewała go woda, a na ustach miał ten swój cudowny uśmiech. Tak, jestem pewien, że nie jednej dziewczynie zrobiłoby się mokro na ten widok. Mój organizm również na swój sposób wykazywał swoje zainteresowanie jego osobom. Chwyciłem za szlufki jego spodni i przyciągnąłem go do siebie. Przyssałem się do jego ust i zacząłem rozpinać jego rozporek. Już po chwili jego spodnie razem z bokserkami znalazły się na podłodze. Chwyciłem za jago koszulkę, niestety przy ściąganie uległa drobnemu uszkodzeniu.
-Zginiesz.
-Wynagrodzę ci to-odparłem i opchnąłem go na ścianę-wszystko ci wynagrodzę-szepnąłem i przygryzłem płatek jego ucha.
-Chyba dam ci szansę.
Starał się być opanowany, mimo wszystko jego głos i tak drżał z podniecenia. Objąłem go w pasie i zacząłem całować. Głównie skupiałem się na drażnieniu jego podniebienia wiedziałem, że to lubi.
Zacząłem błądzić rękami po jego ciele, zacząwszy na pośladkach skończywszy na palcach wplątanych w jego włosy. Włożyłem nogę miedzy jego uda i zacząłem nią lekko poruszać, przez co zaczęła się delikatnie ocierać o jego wzwód, co z pewnością dawało mu pewną przyjemność. Nagle Dean odepchnął mnie od siebie na przeciwległą ścianę. Wpadłem na kurek z ciepłą wodą, przez przypadek podwyższając temperaturę. Już po chwili chłopak an powrót był przy mnie. Oparł mnie o ścianę tak, że stałem do niego tyłem. Zaczął mnie całować po szyi, a palce swojej ręki ułożył przed moimi wargami. Wziąłem je do ust i zacząłem przygryzać, całować i ssać. Po chwili zabrał rękę, rozchylił moje pośladki i włożył we mnie dwa palce. Cicho jęknąłem, a Dean zaczął nimi powoli poruszać. Kiedy wykonywał te czynność stał tak blisko, że po wewnętrznej stronie prawego uda czułem jego erekcję, co podniecało minie jeszcze bardziej. Po chwili zabrał palce i chwycił mnie za biodra. Nogi mi lekko zadrżały na myśl o tym co zaraz miało nastąpić...co w sumie już nastąpiło. Poczułem silny ból, ale po chwili zaczął on ustępować. Dean zaczął  poruszać się coraz szybciej, przez co ciasne pomieszczenie, wypełnione parą, wypełniło się dodatkowo naszymi jękami. Nogi zaczynały mi coraz mocniej drżeć. Dean zamknął mnie w psie jedną ręką, a drugą zaczął przesuwać po mojej klatce piersiowej, drażniąc przy tym moje sutki.
-Dean. jak. ja. cię. o kurwa!- jęczałem, a on wykonywał coraz to mocniejsze pchnięci, wreszcie trafiając  w mój "punkt". Głośno krzyknąłem, po czym całym moim ciałem zawładnął orgazm. Dean wykonał jeszcze parę ruchów i również doszedł. Oparł swoje czoło o moje plecy, po czym pocałował w łopatkę i wyszedł ze mnie. Odwróciłem się w jego stronę. Mimo iż napewno był zmęczony, nadal uśmiechał się tym swoim perfekcyjnie idealnym uśmiechem i wyciągał ręce w moją stronę. Podszedłem i wtuliłem się w niego.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też Cas.

sobota, 6 lipca 2013

Please a glass of scotch. (cz.2)



Ben:
Idąc tam myślałem co mam mu powiedziec. Nie umiałem zbytnio nic wymyślic więc tylko bęłkotałem pod nosem jakies pojedyncze wyrazy, które raczej nie miały jakiegoś większego sensu. Z nerwów za nim doszedłem do hotelu wypaliłem siedem fajek. Kiedy dotarłem na miejsce, zbyt mną nosiło by stac i czekac na windę, więc wbiegłem po schodach.
-Okej jest pokój 363, pokój Danny'ego, wystarczy zapukac -mruczałem sam do siebie kręcą się nie spokojnie przy drzwiach i nerwowo wyłamując kostki ze stawów. Czułem okropny ucisk w żołądku. Zazdroszczę ludziom, którzy w takich sytuacjach mają motyle w brzuchu. Ja miałem szerszenie....cały, wściekły rój -no dalej dasz rade ty jebana cioto! kilka głębszych oddechów, op których po korytarzu rozniosło się echo cichego stukania w drzwi. Serce waliło mi tak, jakby chciało połamac wszystkie żebra, a w uszach szumiała mi nienaturalnie szybko pulsująca krew. Stałem tam jak w transie. Otrząsłem się kiedy nagle poczułem ucisk w klatce piersiowej. Racja....zapomniałem oddychać. Na raz mono się zaciągnąłem i zacząłem w myślach  powtarzac w kółko słowa: oddychaj, oddychaj, oddychaj...mimo wszystko mój oddech był krótki i nieregularny. Stał się jeszcze bardziej niespokojny, kiedy minęła chwila, a Danny cały czas nie otwierał. Zapukałem jeszcze raz tylko trochę głośnie. Nic. Cisza. Pustka. A krew w moich uszach odbijała się coraz to głośniejszym echem . Delikatnie nacisnąłem klamkę. Drzwi były otwarte.
-Danny?-mój głos był cichy i trochę piskliwy . Wszedłem do pokoju. Kilka butelek po whiskey, porozrzucane ubrania, stara pizza. Wszystko w normie, ale w okół żadnej żywej duszy. Zacząłem się denerwować -Danny kurwa jesteś tu?! -Przegrzebałem cały pokój i łazienkę, ani śladu. Kurwa, kurwa, KURWA! Byłem wściekły, a co jeśli coś sobie zrobił, albo postanowił odejść z zespołu, a co jeśli już nigdy go nie spotkam. W mojej głowie przewijały się różne scenariusze i żaden z nich nie był optymistyczny. Chwyciłem nie dopitą butelkę trunku i wlałem w siebie jej zawartość.
-Dobra uspokój się. Myśl logicznie, myśl logicznie, myśl...telefon! -wyciągnąłem z kieszeni komórkę i wszedłem w kontakty. Danny był pierwszy na liście. Razem z sygnałem w słuchawce usłyszałem dzwonek jego komórki. Leżała pod poduszką. Pieprzony dupek nie wziął telefonu. Miałem się znów załamc, jednak mnie oświeciło...może jest z chłopakami. Zerwałem się z miejsca i pobiegłem do pokoju Jamesa.
-Coś ty taki blady? Zamówiłeś dziwkę i okazała się byc facetem?
-Zamknij się kurwa bo nie jest mi do śmiechu! Widziałeś Worsnopa?
-Ostatni raz dziś rano.
A mówił, że zamierza gdzieś wychodzić?
-Nie.
-Kurwa mac!
-A co jest?
-Nigdzie go nie ma!
-Spokojnie pewnie zaraz wróci. Może poszedł po whiskey, czy fajki, albo właśnie kogoś pieprzy. Opcji jest dużo.
-Gówno prawda! W dodatku nie wziął telefonu! A jeśli coś mu się stało?!
-Niby czemu miałoby się mu coś stac?
-To moja wina! Wszystko to moja pieprzona wina! -krzyknąłem, skopałem stojący obok stolik, po czym upadłem na ziemię, zalewając się łzami.
-Ja pierdole Ben ogarnij się! Co jest twoją winą do cholery?
-Bo dzisiaj rano zraniłem Danny'ego.
-Co z tego? Cały czas się obrażacie i sobie dogryzacie...
-Ale to nie tak!
-To jak?
-Bo...bo, bo on mi dzisiaj wyznał miłość  James, a ja wyszedłem i go zostawiłem i on pewnie pomyślał sobie...a teraz go nie ma i nie wiem gdzie...James boję sie o niego- ledwo to wymówiłem ze sporą dawką histeri w głosie i znów zalałem się łzami.
-Oh Ben, nie płacz. Znajdziemy go zobaczysz.
Ale ja go już nie słuchałem. Byłem tak cholernie bezradny i wkurwiony. Zerwałem się z miejsca i wybiegłem z hotelu. Sam zacząłe go szukac. Sprawdzałem wszystki bary, ulice, krzyczałem na cały głos jego imię. Nic.


***4 dni później***


Za pół godziny miał zaczynac się koncert. Danny nadal nie dał żadnego znaku życia. Chłopcy byli tak samo wkurwieni jak i zmartwieni, a ja byłem w totalnej rozsypce. To było coś strasznego i liczyłem, że nigdy nie będę musiał czegoś takiego zrobić. Miałem wyjść na scenę do fanów i powiedzieć, że koncert się nie odbędzie. Ledwo wypowiadałem to w myślach, nie mam zielonego pojęcia jak wy powiem to na scenie. Moje zamartwianie się zostało przerwane gdy zobaczyłem Sama.
-Gramy!
-Że co?
-Gramy dzisiaj koncert Bennie! Szykuj się! Danny wrócił!- te słowa podziałały na mnie lepiej niż widok butelki whiskey.
-Co?! Muszę z nim pogadać!
-Na to bym nie liczył. Zamknął się w garderobie i nie chce nikomu otworzyć, ale mówi, że zaśpiewa. Pogadasz z nim po koncercie.
Kiedy pomyślałem, że za chwile znów go zobaczę serce zaczęło mi bic szybciej, wzdłuż kręgosłupa przebiegł miły dreszcz, a nogi same zaczęły się trząść. Kochałem go. Kochałem tego pierdolonego dupka jak nikogo innego.

***

Koncert minął normalnie, był jak każdy inny. No może oprócz tego, że Danny, ani razu się do mnie nie zbliżył, nawet na mnie nie spojrzał...a nie, kiedy podczas Not The American Average "śpiewał" "You stupid fucking whore" patrzył na mnie, bardzo wyraźnie. Zaraz po zejściu ze sceny Danny popędził do garderoby, a ja tuż za nim. Prawie zamknął mi drzwi przed nosem, ale w porę złapałem za klamkę i od szarpnąłem drzwi spowrotem. Danny patrzył na mnie ze łzami w oczach. Miał do mnie żal to było pewne.
-Wypierdalaj stąd!
Wrzasnął i odepchną mnie od siebie na co ja mocno go do siebie przytuliłem i wpiłem się w jego usta. Zacząłem go zachłannie całować, na początku był oszołomiony, ale już po chwili czułem, że zaczyna odwzajemniac pocałunek. Nasze języki miło się o siebie ocierały, znajdując się raz w moich ustach raz w jego. Ręce położyłem na jego biodrach i przyciągnąłem go jeszcze bliżej siebie, przez co przy okazji poczułem na swoim udzie jego drobną erekcje.
-Kocham Cię Danny słyszysz?! Kocham Cię kurwa!
Wysapałem w jego usta po czym przygryzłem jego dolna wargę i zacząłem ją lekko ssać, wydał z siebie cichy pomruk zadowolenia, po czym pchną mnie na łóżko i usiadł na mnie okrakiem. Zdjąłem z niego koszulkę i opuszkami palców lekko zacząłem drażnic jego sutki, na co on przyssał się do mojej szyi. Lekko ją przygryzał, całował i ssał, a za każdym razem gdy czułem na swoje skórze jego język przechodził mnie miły dreszcz. Zacząłem się niespokojnie wiercic kiedy Danny zaczął poruszać biodrami, ponieważ nasze erekcje zaczęły się o siebie ocierać, dając nam pewną dawkę przyjemności, ale miałem już dość takiej zabawy, Więc zrzuciłem go ze swoich kolan i zacząłem się rozbierać. Gdy obaj byliśmy nadzy położył mnie na łóżko i złożył na moich ustach pocałunek po czym zaczął schodzić w dół na moją szyję zostawiając na niej kilka malinek i spotykając się ze słodkim pomrukiem zadowolenia z mojej strony. Jak mniemam uznał to za zachętę i zszedł na moją klatkę piersiową, okrążył językiem lewą brodawkę po czym lekko przygryzł sutek, a ja nie wytrzymałem i wydałem z siebie zduszony jęk. Uśmiechną się sam do siebie i przeniósł na drugą stronę. W tym samym momencie poczułem na swoim podbrzuszu rękę Danny'ego. Chwyciłem za nią i nie mogąc się powstrzymać zjechałem nią jeszcze odrobinę w dół. Jego reakcja była natychmiastowa. Już po chwili poczułem jego usta na moim przyrodzeniu. Złożył na jego czubku pocałunek, po czym zaczął wziął go całego do ust, a ja zacząłem się niespokojnie wiercic pod wpływem ogarniającej mnie rozkoszy. Danny coraz szybciej poruszała głową to w dół to w górę, a ja nie tyle jęczałem co wrzeszczałem z przyjemności którą mi właśnie dawała. Wplątałem palce między jego włosy i jeszcze trochę zwiększyłem tempo. Bardzo dokładnie badał go językiem i coraz mocniej ssał, a mi coraz trudniej było złapać oddech.
-Tak, tak, tak! Jeszcze Danny, proszę tylko nie przerywaj bo cię kurwa zabije!- wrzeszczałem niczym rasowa dziwka, ale nie mogłem się opanować. Tak, zajebiście dobrze obciągał. Nagle przez moje ciało przeszła fala gorąca. Danny wykonał już ostatni ruch ustami po którym, moi ciałem zawładnęła fala gorąca, a ja zdołałem wydac z siebie tylko przeciągły jęk. Rozkosz którą właśnie przeżyłem była nie do opisania. Podniosłem głowę i spojrzałem na Danny'ego. Patrzył na mnie z uśmiecham na twarzy, a w kąciku jego ust dostrzegłem  resztkę moich płynów ustrojowych. Resztę jak mniemam połknął.


Danny:
Ostatni ruch głową po czym poczułem jak ciepły płyn wypełnia moją jamę ustną. Nawet się nie zastanawiając wszystko przełknąłem. Podniosłem wzrok na Bena. Na jego twarzy malowała się rozkosz, a ja byłem cholernie zadowolony, że to moja zasługa. Uśmiechnąłem się do niego i pocałowałem w podbrzusze. Cicho zachichotał i opadł na łóżko.
-Skarbie- wydał z siebie pytający pomruk - dobrze smakujesz.- stwierdziłem, a on się zaśmiał, po czym zaczął się podnosić. Myślałem, że to już koniec...myliłem się. Chwycił mnie za biodra, posadził na swoich kolanach i przywarł do moich ust. Jego ręce przesunęły się wzdłuż moich ud i zatrzymały na pośladkach. Miło zaskoczony takim obrotem sytuacji wplątałem palce w jego włosy i wpiłem się mocniej w jego usta. Ben zdjął jedną rękę z mojego pośladka i chwycił nią swoje przyrodzenie. Kiedy jego penis na powrót był gotowy, podniósł mnie lekko do góry.
-Pozwól mi w ciebie wejść Danny, proszę. Tak bardzo chcę się w Tobie znaleźc.- mówił nie wyraźnie, ciężko dysząc, ale nie musiał mi dwa razy powtarzac. Uniosłem się bardziej, chwyciłem za jego przyrodzenie i nakierowałem na swoje wejście. Ben zaczął powoli się we mnie wsuwać, gdy był już cały, nie wytrzymałem i lekko jęknąłem, a ona zaczął się we mnie powoli poruszać. Czułem spory ból, lecz po chwili zaczął on ustępować, a ja zaczynałem czerpać z tego coraz więcej przyjemności.
-O kurwa, ale ty jesteś ciasny!- powiedział i wykonał mocniejsze pchnięcie trafiając w mój "punkt". Krzyknąłem i wbiłem paznokcie w jego ramiona. Wykonywał kolejne i kolejne coraz to mocniejsze pchnięcia, a jak za każdym razem czułem się jakbym zaraz miał wybuchnąć.
-Danny kocham twój tyłek...jest zajebisty!- jeszcze jedno pchnięcie i poczułem ciepłą ciecz wypełniającą moje wnętrze. Ben doszedł we mnie, a ja na jego klatkę piersiową. Oparłem swoje mokre od potu czoło o jego i czekałam, aż oddech się nieco wyrówna.
-To było zajebiste, czemu wcześniej tego nie zrobiliśmy?
-Będę sobie zadawał to pytanie do końca życia.- uśmiechnął się tym swoim cudownym uśmiecham, a ja delikatnie złączyłem nasze wargi.

niedziela, 31 marca 2013

Please a glass of scotch. (cz.1)




I jest drugi shot :]
Znów Brusnop...
Tym razem wyszedł dłuższy, zajął 7 i pół stron A4.
Więc podzieliłam go na dwie części. 


                         Miłego Czytania :]


Ben: 
-Bo, bo ja, ja cię....kocham cię kurwa!- w tej chwili mnie zamurowało.
Danny rucham wszystko co się rusza Worsnop właśnie stał przede mną, wyznawał mi miłość, a ja patrzyłem na niego z szeroko otwartymi oczami i kompletnie nie wiedziałem jak się zachować. Owszem czułem coś do niego, ale czy miłość? Nie byłem pewien, wszelkie moje odczucia się ze sobą mieszały i niczego już nie byłem pewien..
-Danny ja...ja muszę iść się przejść.- i tak po prostu wyszedłem. Zostawiłem tam Danny'ego i mógłbym przysiąc, że w jego oczach widziałem łzy gdy wychodziłem.
Czułem się jak pieprzony dupek, ale bałem się tam zostać. Bałem się, że powiem coś co zrani go dwa razy mocniej-No kurwa nie mogę go tak zostawić!-krzyczałem sam do siebie wracając w stronę naszego hotelu-ale co ja mam mu powiedzieć?!-byłem kompletnie rozdarty. Z jedynej strony chciałem przy nim byc. Przytulic go, powiedzieć, że jest okej, że ja tez go kocham i że chcę z nim byc, że chcę przy nim zasypiac i budzic się, że chce się z nim pieprzyc i chcę, żebyśmy zaplanowali nasze wspólne życie. 
Jednak czułem dziwny ucisk, który kazał mi iść dalej. Gdziekolwiek. Byle jak najdalej od Danny'ego. Bałem się...cholernie się bałem, że jeśli teraz wrócę to nie będę potrafił nawet spojrzeć mu w oczy-w cholerę z tym!-wyciągnąłem papierosa i mocno się zaciągnąłem. Z braku pomysłu gdzie się udac, udałem się do pobliskiego baru. 




***



Danny:
-"...muszę iśc się przejść"- te słowa odbijały się w mojej głowie echem, miażdżąc mój mózg i rozrywając moje skronie. Mój Ben, mój kochany Benni mnie nie kocha. Oparłem się o kojąco chłodną ścianę i osunąłem na ziemie, pozwalając łzom swobodnie spływac po moich policzkach. Czułem się jak wrak. Na raz opuściła mnie ochota na wszystko. Na picie, jedzenie, oddychanie...no może na whisky wciąż miałem ochotę. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić i czy jeszcze kiedykolwiek będę potrafił spojrzeć Benowi prosto w oczy. Po chwili pozbierałem się z podłogi, w końcu w każdej chwili mógł tu wejść któryś z chłopaków. Wszedłem do łazienki, spojrzałem w lustro i parsknąłem śmiechem-Jesteś żałosny Worsnop-chciałem wziąć prysznic, jednak tylko obmyłem twarz zimną wodą. Wróciłem do salon, chwyciłem bluzę i portfel, po czym wyszedłem z pokoju. Zjechałem na sam dół i podszedłem do recepcjonistki.
-Witam pana w czym mogę pomóc? 
-Gdzie tu jest najbliższy burdel? 
-Przepraszam co?-spojrzała na mnie z pogardą licząc, że ją przeproszę i zmienię swą postawę. Jednak ja byłem zbyt wkurwiony i załamany. 
-Gdzie tu dostanę jakąś dziwkę? No chyba, że ty skarbie jesteś chętna.-palnąłem i uśmiechnąłem się do niej głupkowato. Popatrzyła się na mnie z oburzeniem, po czym zaczęła grzebać w komputerze mrucząc coś pod nosem. Po chwili podała mi mi mała kartkę na której był zapisany jakiś adres. Biorąc ją niby przypadkiem przesunąłem opuszkiem palca od jej nadgarstka po koniec palców i chwyciłem za świstek papieru. 
-Dzięki skarbie-uśmiechnąłem się i przesłałem jej buziaka w powietrzu. 
-Pieprzony debil.
-Dziękuję staram się.-od powiedziałem kreśląc cos na kawałku papieru, który oderwałem od tego który podała mi dziewczyna.
-Proszę kochanie. 
-Co to takiego?
-Mój numer telefonu. Dzwoń śmiało gdyby twój facet przestał cię zaspokajać-dziewczyna nie wytrzymała. Wstała i wymierzyła mi policzek, jednak ja w porę się schyliłem.
-Lubię takie agresywne dziewczyny. 
-Idiota, pieprzony idiota, spieprzaj!-krzyknęła za mną na odchodne.
Wychodząc złapałem taksówkę i podałem kierowcy adres, nie było żadnych korków więc przyjemnie się jechało, z głośników dobiegało "Stairway to heaven" kierowca trochę pogłośnił, ale nie miałem nic przeciwko. Lubiłem tą piosenkę. Po ośmiu minutach byłem na miejscu. Uregulowałem rachunek i wszedłem do lokalu.
-Witaj w niebie Danny. 





***



Ben:
-W takim razie ja już nic nie rozumiem. 
-Przecież to proste.
-Nie do końca. Kochasz go czy nie kochasz?
-Kocham.
-To czemu mu tego nie powiedziałeś i dlaczego go tam zostawiłeś? 
-Bo mnie zaskoczył. Działałem pochopnie i nie myślałem logicznie...o ile w ogóle myślałem.Doznałem szoku. Nie spodziewałem się, ze kidykolwiek usłyszę od niego coś takiego. Gdyby teraz zapytał jeszcze raz, nie miałbym wątpliwości co odpowiedziec. 
-To idź do niego. Zrozumie. 
-A co jeśli on mnie już nie kocha? Pewnie nie chce mnie już znac. 
-Głupie pieprzenie! Trzy godziny temu wyznawał ci miłośc, nie tak łatwo się dokochac. PO za tym jakby nie patrzeć...ty nie powiedziałeś, że go nie kochasz.
-Co nie zmienia faktu, że go zraniłem. 
-Co nie zmienia faktu, że i tak jestem pewna, że ci wybaczy. 
-Meg?
-Co?
-Ale...jeśli ja się boję? 
-Jak cię zaraz trzepnę to ci przejdzie! Braman dwie szklanki szkockiej dla tego pana!
-Nie chcę pic.
-Chcesz tylko jeszcze o tym nie wiesz, po za tym nawet powinieneś...gadasz jak baba.-w tej chwili przytuliłem dziewczynę.
-Dziękuję ci.-ta drobna blondynka, która poznałem nie całą godzinę temu tak strasznie mi pomogła, że miałem ochotę dziękować jej na kolanach. 
-Nie ma za co.- uśmiechnęła się nieznacznie po czym się pożegnaliśmy, a ja pognałem do hotelu... 




****************************************



No to by było na tyle póki co. Ciąg dalszy nastąpi jutro lub pojutrze. Zapraszam do komentowania :] 

piątek, 22 marca 2013

Can always be better.


   Mój pierwszy napisany bromance.
     Będzie to Brusnop (Ben Bruce+Danny Worsnop)
     Przepraszam za wszelkie błędy :/
     Mile widziane komentarze :)




 Ben:

-Dzień Dobry-powiedziałam w stronę leżącego obok mnie Danny'ego, który właśnie się obudził.
-Cześć skarbie-odpowiedział mi zachrypniętym głosem, zbliżył się i cmokną mnie w usta.
-Jak się spało?
-Całkiem przyjemnie, ale mogło być lepiej.
-A co Ci przeszkadzało? 
-Zabrałeś mi w nocy kołdrę!-odpowiedział i obrócił się na plecy z miną obrażonego dziecka. Zaśmiałem się i położyłem na nim.
-Danny to był przypadek! Naprawdę nie chciałem! Nie obrażaj się na mnie ja tego nie przeżyję!-krzyczałem i próbowałem go pocałować, ale on tylko się śmiał i skutecznie przede mną uciekał. Tak się wiercił, że prawie już leżał na boku, więc ja na chwilę przestałem się ruszać, a kiedy on znowu wylądował na plecach, żeby sprawdzić o co chodzi, szybko się pochyliłem i złączyłem nasze usta.
-WYGRAŁEM!-odkrzyknąłem i wytknąłem mu język, a ta zręczna wredota złapała go zębami. 
-Ała! To bolało idioto! Leci mi krew?-zapytałem i jeszcze raz wyciągnąłem język. 
-Oj przepraszam, nie chciałem. Raczej nie leci, ale daj pocałuje żeby nie bolało-w tej chwili się podniósł przejechał swoim językiem po moim i złożył na nim pocałunek-I jak?Lepiej? 
-Trochę, ale zawsze może być jeszcze lepiej-powiedziałem i uniosłem wymownie brwi. 
-Mi nie musisz dwa razy powtarzać-uśmiechną się tym swoim cudownym uśmiechem i tak na obrócił, że teraz to on górował. Oplotłem go w biodrach nogami i zdjąłem z niego koszulkę.
-Przytyło Ci się skarbie. 
-Pieprz się kochanie.-odparł i przyssał się do mojej szyi zostawiając na niej malinki. Za ten czas próbowałem w jakiś sposób zsunąć z niego bokserki. Opornie mi to szło, ale w końcu się udało.
Gdy tylko jego bokserki znalazły się na podłodze, moje również podzieliły ich los. Danny przygotowywał się, już żeby we mnie wejść, gdy nagle mnie tchnęło. 

-Danny, a może by spróbować czegoś nowego?
-Co masz na myśli?
-69?
-Spoko mi odpowiada.-powiedział, zmienił pozycję i już po chwili miałem w swoich ustach jego przyrodzenie.
Badałem go dokładnie językiem od nasady, aż po końcówkę, podczas kiedy Danny intensywnie pieścił czubek mojego członka. Przejechałem językiem po jego udach i idąc na ambicje zostawiłem tam kilka malinek, które miały utworzyć jakiś kształt, jednak coś nie wyszło. 
Nagle poczułem dreszcz przechodzący przez moje ciało ciało. Podczas gdy ja się bawiłem w robienie wzorków Danny się nie obijał. Chciałem, żebyśmy doszli w tym samym czasie, więc chwyciłem jego przyrodzenie ręką i razem z pierwszym ruchem przyssałem się do jego końcówki. Danny na chwile przerwał i wydał z siebie jęk. No dobra to jedziemy! Powiedziałem sam do siebie w  myślach i zacząłem rytmicznie poruszać ręką. Załapał o co chodzi i również zwiększył intensywność pieszczot. Po pewnym czasie wszelki ruchy ruchy ustami zostały nieco ograniczone, ponieważ nasze oddechy stały się ciężki i nie równe+z naszych ust co chwila  wyrywały się jęki wywoływane rozkoszą która sobie nawzajem dawaliśmy. Nagle moje ciało przeszła fala gorąca, po której nadszedł upragniony orgazm. Poderwałem głowę do góry i wydałem z siebie przeciągły krzyk. Danny też doszedł i w sumie nie wiedziałem który z nas krzyczał głośniej.  Opadłem  na łóżko zaraz obok niego i starałem się uspokoić oddech. 
-I jak zadowolony? 
-Jak cholera, ale wole jak połykasz-powiedział i wybuch śmiechem.
-Świnia z Ciebie!
-Ale ja połknąłem.
-I co chcesz za to nobla?
-Nie buziak wystarczy.
-Marzenia.-podniosłem się, starłem ze swojego podbródka spermę Danny'ego i udałem się w stronę kuchni.
-A ty gdzie idziesz?
-Na pic się.
-Nie udław się.
-Łykam tak dobrze jak ty. 


                                                                 *           *           *



Okej siema, co jakiś czas będą się tu pojawiac nowe shoty, będą to wyłącznie bromance...głównie Brusnopy i Destiele. Myślę, że póki co to na tyle, zapraszam do komentowania. :)