Okej, więc jest Frerard, jest trochę dziwny, a pierwszy rozdział (bo ogółem całość wyszła trochę długa, więc go podzieliłam) jest nudny as hell i jest w sumie jednym wielkim dialogiem, no ale cóż.
+ wiem, jestem tak aktywnym bloogerem, że niech mnie, lecz mimo to, jeżeli pod tym postem nie będzie chociaż 4 komentarzy to nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek, cokolwiek tu przepiszę, bo nie ma sensu skoro nie ma czytelników, ale dobrze, już kończę narzekać. Czytajcie.
***
Leżałem na łóżku i prawie zasypiałem. Wokół mnie była głucha cisza. Dałoby się pomyśleć, że wszyscy na świecie poginęli, ale póki co mi to odpowiadało. Niczego nie pragnąłem tak bardzo jak snu, byłem cholernie zmęczony. Gdy już prawie udało mi się odpłynąć w Krainę Morfeusza, ktoś zapukał w drzwi mojego pokoju. Samobójca.
-Frank, przyszedł do Ciebie kolega.
-Ja przyszedł to może też odejść.
-Frank!
-Powiedz mu, że nie żyje.
-Zaraz tu do Ciebie wejdzie.
Lepiej do mnie niż we mnie... Zacząłem się powoli podnosić. Po chwili znów usłyszałem ciche stukanie w drewno i do środka wsunęła się czarna czupryna.
-Mogę?
-Nie, ale i tak wiem, że wejdziesz.
Chłopak wsunął się do środka i zamknął za sobą drzwi.
-Słyszałem, że umarłeś.
-Leczysz Skarbie, usłyszałem twój głos i zmartwychwstałem -uśmiechnąłem się do niego-cóż to za niespodziewana wizyta? Stało się coś?
-Nie, tylko mam prośbę.
-Słucham.
-Mam do oddania rysunek na sztukę.
-I?
-To portret.
-I?
-I muszę mieć modela.
-I?
-Przestań już i-kać. Zgodzisz się posiedzieć parę godzin w bezruchu i użyczysz mi swojej ślicznej buźki?
-Nie.
-To świe...nie?
-Nie.
-No, ale czemu? Proszę zgódź się.
Cel osiągnięty. Lubię gdy Gerard zaczyna się denerwować, wtedy tak słodko marszczy nos i oczy robią mu się takie duże oczy.
-A co będę za to miał?
-Satysfakcje, że pomogłeś koledze w potrzebie.
-No to nie.-uśmiechnąłem się do niego słodziutko.
-A jak dam Ci to?-zapytał wyciągając z za pleców małe pudełko. Oczy od razu mi się zaświeciły i zaczęła mnie zżerać ciekawość.
-Co tam jest?-zacząłem się zbliżać do Gerarda, ale on schował pudełko za plecy-No ej, pokaż mi.-zrobiłem minę niczym kot z Shreka i próbowałem dosięgnąć mojego skarbu, ale mi się nie udało, trzeba mi było jeść drożdże w dzieciństwie. Gee położył mój chwilowy obiekt westchnień na szafie i zaczął mnie pchać w stronę łóżka.
-Później dostaniesz, póki co siadaj na tyłku.
Pchnął mnie mocniej, a ja nieświadomy, że łóżko jest już tak blisko, chwilowo spanikowałem, przez co upadłem na nie, ciągnąc za sobą Way'a. Upadając dostałem w zęby z jego głowy, albo on w głowę z moich zębów...można się kłócić.
-Au, kurwa! Frank to był jeden z najgorszych sposobów jakie widziałem, na zaciągnięcie kogoś do łóżka.
-Nie schlebiaj tak sobie, poza tym , to nie tobie leci teraz krew-powiedziałem odchylając dolną wargę z której sączyła się krew, ale zaraz ją puściłem bo Gerard zaczął się na mnie patrzeć z dziwnym wyrazem twarzy-chcesz mnie zjeść?
-To później-zaśmiał się i poruszył śmiesznie brwiami-a teraz musisz rozmazać sobie krew na wardze i tak, żeby spływała po brodzie.
-Masz gorączkę?
-Nie, będzie ciekawie wyglądać-stwierdził i wepchał mi do ust dwa palce.
-Gchełałd poebało cię?!- nie uzyskałem odpowiedzi, za t otrzymałem dwa palce grzebiące mi w ustach i jeżdżące po mojej brodzie-Już, teraz jesteś zadowolony?
-Nie masz w sobie za grosz kreatywności, tak jest lepiej i tyle.
-Niech ci będzie. Szkoda, że nie urodziłeś się wcześniej.
Dlaczego?
-Mógłbyś ulepszyć tyle dzieł sztuki, dajmy na to "Dama z Łasiczką", przecież to by wyglądało o wiele lepiej, gdyby łasica ociekała krwią, a dama wgryzała jej się w krtań.
-Och dobra, przestań już. Teraz tak-Way założył mi parę kosmyków włosów za ucho, a inne rozczochrał tak, że opadały mi na czoło-jest dobrze, teraz jeszcze tylko rozchyl trochę usta, nie zaciskaj ich tak.
Posłusznie wykonałem polecenie tak jak i jeszcze parę innych zadanych przez Czarnowłosego, a gdy w końcu wszystko było jak chciał, uśmiechnął się do mnie, ucałował w czoło i ciesząc się jak małe dziecko pognał do krzesła na przeciwko.
*3h później*
-Gerard!
-Przecież już kończę.
-Mam powtórzyć? Boli mnie tyłek i plecy, skostniałem, chce mi się lać i pić, i jeść, a ta zaschnięta krew na zmianę mnie swędzi i piecze...szybciej!
-Matko, modelem to ty nie zostaniesz, bo nikt z twoim marudzeniem nie wytrzyma.
-A ty nigdy nie znajdziesz innego modela, bo z twoim tempem również nikt nie wytrzyma.
-Skończyłem! Victoria!
-Pokaż, pokaż, pokaż-zerwałem się z miejsca i wyrwałem Czarnowłosemu szkicownik z rąk-o matko.
-Co?
-Wyglądam strasznie! Coś ty mi zrobił?!
-Pf, to nie moja wina, że mas twarz jak wysyp po granacie.
-No i się doigrałeś.
Rzuciłem się na Gerarda i przy użyciu całej swojej siły udało mi się położyć go na ziemie, taki silny Franuś! Usiadłem na nim okrakiem i zacząłem go łaskotać.
-Coś Ci nie wyszło Frank, nie mam łaskotek.
Rzeczywiście Way'a niezbyt ruszały moje usilne próby wywołania u niego śmiechu i niem się obejrzałem chwycił biednego, drobnego Franusia za ramiona i obrócił nas tak, że teraz ja byłem pod nim. Położył obie ręce po moich bokach i szeroko się uśmiechnął.
-Nie zrobisz tego.
-A jeśli?
-To Cię ugryzę.
-Haha, to ci oddam.
-To co, będziemy tak leżeć na tej podłodze i będziemy się podgryzać?
-Masz jakieś fetysze?
-Wow no to było śmieszne. Dobra złaź ze mnie grubasie, bo mnie miażdżysz tym wielkim tyłkiem!
-No to sobie przegiąłeś.
Czarnowłosy już zabierał się do roboty, kiedy zadzwonił jego telefon.
-Halo; tak; nie; już?; a mogę...; dobra, pa.
-Mamusia wzywa synka? Kolacyjka gotowa?
-Pieprz się.
To złaś wreszcie z moich nóg!
-No już!
Gerard niezdarnie zwlekł się ze mnie i wyciągnął do mnie rękę.
-Czuję podstęp.
-Przecież ja bym cię nie skrzywdził... Nie patrz się na mnie takim gardzącym wzrokiem i dawaj tą łapę.
Powiedział i chwycił moja rękę, ciągnąc mnie do góry.
-Och wow, nic mi nie zrobiłeś no nie wierzę!
-Och, nie martw się-Gee położył ręce na moich biodrach i przyciągnął mnie do siebie-później ci coś zrobię-tak słodko zachichotał w moje ucho. Az by się go zjadło...chyba się tak ciut pedalsko zrobiło.
-Gdzie mnie z tymi rączkami?!
-A gdzie chcesz?
Ach, piękny uśmiech na morce Way'a, zaraz chyba troszkę zniszczę te jego fantazje.
-Tam. Na szafę po moje pudełko.
Uśmiechnąłem się szeroko i ugryzłem go w czubek nos. Ten tylko westchnął głęboko i ściągną mój skarb. Szybko go otworzyłem i wysypałem zawartość na łóżko.
-Ale co to?
-Aww, zrobiłeś minę jak takie małe kociątko.
-Gee!
-Naklejki na gitarę.
-Tylko pięć?
-Bo to tylko jedno słowo.
-Jakie?
-Pomyśl. Ja już idę. Do jutro Frank.
Czarnowłosy pożegnał się, pocałował mnie w policzek i wyszedł. Zebrałem litery siadłem na podłogę i zacząłem myśleć. Po 5 minutach napisałem do Gerarda wiadomość.
* do Gerard: PANSY?*
*od Gerard: Brawo*