Na blogu publikowane są moje pomysły. Mogą zawierac liczne wulgaryzmy i w każdym z nich napewno znajdzie się wątek homoseksualny. Jeżeli Ci to nie odpowiada, to po prostu stąd wyjdź, a wszelkie swoje opinie zostaw dla siebie.
sobota, 6 lipca 2013
Please a glass of scotch. (cz.2)
Ben:
Idąc tam myślałem co mam mu powiedziec. Nie umiałem zbytnio nic wymyślic więc tylko bęłkotałem pod nosem jakies pojedyncze wyrazy, które raczej nie miały jakiegoś większego sensu. Z nerwów za nim doszedłem do hotelu wypaliłem siedem fajek. Kiedy dotarłem na miejsce, zbyt mną nosiło by stac i czekac na windę, więc wbiegłem po schodach.
-Okej jest pokój 363, pokój Danny'ego, wystarczy zapukac -mruczałem sam do siebie kręcą się nie spokojnie przy drzwiach i nerwowo wyłamując kostki ze stawów. Czułem okropny ucisk w żołądku. Zazdroszczę ludziom, którzy w takich sytuacjach mają motyle w brzuchu. Ja miałem szerszenie....cały, wściekły rój -no dalej dasz rade ty jebana cioto! kilka głębszych oddechów, op których po korytarzu rozniosło się echo cichego stukania w drzwi. Serce waliło mi tak, jakby chciało połamac wszystkie żebra, a w uszach szumiała mi nienaturalnie szybko pulsująca krew. Stałem tam jak w transie. Otrząsłem się kiedy nagle poczułem ucisk w klatce piersiowej. Racja....zapomniałem oddychać. Na raz mono się zaciągnąłem i zacząłem w myślach powtarzac w kółko słowa: oddychaj, oddychaj, oddychaj...mimo wszystko mój oddech był krótki i nieregularny. Stał się jeszcze bardziej niespokojny, kiedy minęła chwila, a Danny cały czas nie otwierał. Zapukałem jeszcze raz tylko trochę głośnie. Nic. Cisza. Pustka. A krew w moich uszach odbijała się coraz to głośniejszym echem . Delikatnie nacisnąłem klamkę. Drzwi były otwarte.
-Danny?-mój głos był cichy i trochę piskliwy . Wszedłem do pokoju. Kilka butelek po whiskey, porozrzucane ubrania, stara pizza. Wszystko w normie, ale w okół żadnej żywej duszy. Zacząłem się denerwować -Danny kurwa jesteś tu?! -Przegrzebałem cały pokój i łazienkę, ani śladu. Kurwa, kurwa, KURWA! Byłem wściekły, a co jeśli coś sobie zrobił, albo postanowił odejść z zespołu, a co jeśli już nigdy go nie spotkam. W mojej głowie przewijały się różne scenariusze i żaden z nich nie był optymistyczny. Chwyciłem nie dopitą butelkę trunku i wlałem w siebie jej zawartość.
-Dobra uspokój się. Myśl logicznie, myśl logicznie, myśl...telefon! -wyciągnąłem z kieszeni komórkę i wszedłem w kontakty. Danny był pierwszy na liście. Razem z sygnałem w słuchawce usłyszałem dzwonek jego komórki. Leżała pod poduszką. Pieprzony dupek nie wziął telefonu. Miałem się znów załamc, jednak mnie oświeciło...może jest z chłopakami. Zerwałem się z miejsca i pobiegłem do pokoju Jamesa.
-Coś ty taki blady? Zamówiłeś dziwkę i okazała się byc facetem?
-Zamknij się kurwa bo nie jest mi do śmiechu! Widziałeś Worsnopa?
-Ostatni raz dziś rano.
A mówił, że zamierza gdzieś wychodzić?
-Nie.
-Kurwa mac!
-A co jest?
-Nigdzie go nie ma!
-Spokojnie pewnie zaraz wróci. Może poszedł po whiskey, czy fajki, albo właśnie kogoś pieprzy. Opcji jest dużo.
-Gówno prawda! W dodatku nie wziął telefonu! A jeśli coś mu się stało?!
-Niby czemu miałoby się mu coś stac?
-To moja wina! Wszystko to moja pieprzona wina! -krzyknąłem, skopałem stojący obok stolik, po czym upadłem na ziemię, zalewając się łzami.
-Ja pierdole Ben ogarnij się! Co jest twoją winą do cholery?
-Bo dzisiaj rano zraniłem Danny'ego.
-Co z tego? Cały czas się obrażacie i sobie dogryzacie...
-Ale to nie tak!
-To jak?
-Bo...bo, bo on mi dzisiaj wyznał miłość James, a ja wyszedłem i go zostawiłem i on pewnie pomyślał sobie...a teraz go nie ma i nie wiem gdzie...James boję sie o niego- ledwo to wymówiłem ze sporą dawką histeri w głosie i znów zalałem się łzami.
-Oh Ben, nie płacz. Znajdziemy go zobaczysz.
Ale ja go już nie słuchałem. Byłem tak cholernie bezradny i wkurwiony. Zerwałem się z miejsca i wybiegłem z hotelu. Sam zacząłe go szukac. Sprawdzałem wszystki bary, ulice, krzyczałem na cały głos jego imię. Nic.
***4 dni później***
Za pół godziny miał zaczynac się koncert. Danny nadal nie dał żadnego znaku życia. Chłopcy byli tak samo wkurwieni jak i zmartwieni, a ja byłem w totalnej rozsypce. To było coś strasznego i liczyłem, że nigdy nie będę musiał czegoś takiego zrobić. Miałem wyjść na scenę do fanów i powiedzieć, że koncert się nie odbędzie. Ledwo wypowiadałem to w myślach, nie mam zielonego pojęcia jak wy powiem to na scenie. Moje zamartwianie się zostało przerwane gdy zobaczyłem Sama.
-Gramy!
-Że co?
-Gramy dzisiaj koncert Bennie! Szykuj się! Danny wrócił!- te słowa podziałały na mnie lepiej niż widok butelki whiskey.
-Co?! Muszę z nim pogadać!
-Na to bym nie liczył. Zamknął się w garderobie i nie chce nikomu otworzyć, ale mówi, że zaśpiewa. Pogadasz z nim po koncercie.
Kiedy pomyślałem, że za chwile znów go zobaczę serce zaczęło mi bic szybciej, wzdłuż kręgosłupa przebiegł miły dreszcz, a nogi same zaczęły się trząść. Kochałem go. Kochałem tego pierdolonego dupka jak nikogo innego.
***
Koncert minął normalnie, był jak każdy inny. No może oprócz tego, że Danny, ani razu się do mnie nie zbliżył, nawet na mnie nie spojrzał...a nie, kiedy podczas Not The American Average "śpiewał" "You stupid fucking whore" patrzył na mnie, bardzo wyraźnie. Zaraz po zejściu ze sceny Danny popędził do garderoby, a ja tuż za nim. Prawie zamknął mi drzwi przed nosem, ale w porę złapałem za klamkę i od szarpnąłem drzwi spowrotem. Danny patrzył na mnie ze łzami w oczach. Miał do mnie żal to było pewne.
-Wypierdalaj stąd!
Wrzasnął i odepchną mnie od siebie na co ja mocno go do siebie przytuliłem i wpiłem się w jego usta. Zacząłem go zachłannie całować, na początku był oszołomiony, ale już po chwili czułem, że zaczyna odwzajemniac pocałunek. Nasze języki miło się o siebie ocierały, znajdując się raz w moich ustach raz w jego. Ręce położyłem na jego biodrach i przyciągnąłem go jeszcze bliżej siebie, przez co przy okazji poczułem na swoim udzie jego drobną erekcje.
-Kocham Cię Danny słyszysz?! Kocham Cię kurwa!
Wysapałem w jego usta po czym przygryzłem jego dolna wargę i zacząłem ją lekko ssać, wydał z siebie cichy pomruk zadowolenia, po czym pchną mnie na łóżko i usiadł na mnie okrakiem. Zdjąłem z niego koszulkę i opuszkami palców lekko zacząłem drażnic jego sutki, na co on przyssał się do mojej szyi. Lekko ją przygryzał, całował i ssał, a za każdym razem gdy czułem na swoje skórze jego język przechodził mnie miły dreszcz. Zacząłem się niespokojnie wiercic kiedy Danny zaczął poruszać biodrami, ponieważ nasze erekcje zaczęły się o siebie ocierać, dając nam pewną dawkę przyjemności, ale miałem już dość takiej zabawy, Więc zrzuciłem go ze swoich kolan i zacząłem się rozbierać. Gdy obaj byliśmy nadzy położył mnie na łóżko i złożył na moich ustach pocałunek po czym zaczął schodzić w dół na moją szyję zostawiając na niej kilka malinek i spotykając się ze słodkim pomrukiem zadowolenia z mojej strony. Jak mniemam uznał to za zachętę i zszedł na moją klatkę piersiową, okrążył językiem lewą brodawkę po czym lekko przygryzł sutek, a ja nie wytrzymałem i wydałem z siebie zduszony jęk. Uśmiechną się sam do siebie i przeniósł na drugą stronę. W tym samym momencie poczułem na swoim podbrzuszu rękę Danny'ego. Chwyciłem za nią i nie mogąc się powstrzymać zjechałem nią jeszcze odrobinę w dół. Jego reakcja była natychmiastowa. Już po chwili poczułem jego usta na moim przyrodzeniu. Złożył na jego czubku pocałunek, po czym zaczął wziął go całego do ust, a ja zacząłem się niespokojnie wiercic pod wpływem ogarniającej mnie rozkoszy. Danny coraz szybciej poruszała głową to w dół to w górę, a ja nie tyle jęczałem co wrzeszczałem z przyjemności którą mi właśnie dawała. Wplątałem palce między jego włosy i jeszcze trochę zwiększyłem tempo. Bardzo dokładnie badał go językiem i coraz mocniej ssał, a mi coraz trudniej było złapać oddech.
-Tak, tak, tak! Jeszcze Danny, proszę tylko nie przerywaj bo cię kurwa zabije!- wrzeszczałem niczym rasowa dziwka, ale nie mogłem się opanować. Tak, zajebiście dobrze obciągał. Nagle przez moje ciało przeszła fala gorąca. Danny wykonał już ostatni ruch ustami po którym, moi ciałem zawładnęła fala gorąca, a ja zdołałem wydac z siebie tylko przeciągły jęk. Rozkosz którą właśnie przeżyłem była nie do opisania. Podniosłem głowę i spojrzałem na Danny'ego. Patrzył na mnie z uśmiecham na twarzy, a w kąciku jego ust dostrzegłem resztkę moich płynów ustrojowych. Resztę jak mniemam połknął.
Danny:
Ostatni ruch głową po czym poczułem jak ciepły płyn wypełnia moją jamę ustną. Nawet się nie zastanawiając wszystko przełknąłem. Podniosłem wzrok na Bena. Na jego twarzy malowała się rozkosz, a ja byłem cholernie zadowolony, że to moja zasługa. Uśmiechnąłem się do niego i pocałowałem w podbrzusze. Cicho zachichotał i opadł na łóżko.
-Skarbie- wydał z siebie pytający pomruk - dobrze smakujesz.- stwierdziłem, a on się zaśmiał, po czym zaczął się podnosić. Myślałem, że to już koniec...myliłem się. Chwycił mnie za biodra, posadził na swoich kolanach i przywarł do moich ust. Jego ręce przesunęły się wzdłuż moich ud i zatrzymały na pośladkach. Miło zaskoczony takim obrotem sytuacji wplątałem palce w jego włosy i wpiłem się mocniej w jego usta. Ben zdjął jedną rękę z mojego pośladka i chwycił nią swoje przyrodzenie. Kiedy jego penis na powrót był gotowy, podniósł mnie lekko do góry.
-Pozwól mi w ciebie wejść Danny, proszę. Tak bardzo chcę się w Tobie znaleźc.- mówił nie wyraźnie, ciężko dysząc, ale nie musiał mi dwa razy powtarzac. Uniosłem się bardziej, chwyciłem za jego przyrodzenie i nakierowałem na swoje wejście. Ben zaczął powoli się we mnie wsuwać, gdy był już cały, nie wytrzymałem i lekko jęknąłem, a ona zaczął się we mnie powoli poruszać. Czułem spory ból, lecz po chwili zaczął on ustępować, a ja zaczynałem czerpać z tego coraz więcej przyjemności.
-O kurwa, ale ty jesteś ciasny!- powiedział i wykonał mocniejsze pchnięcie trafiając w mój "punkt". Krzyknąłem i wbiłem paznokcie w jego ramiona. Wykonywał kolejne i kolejne coraz to mocniejsze pchnięcia, a jak za każdym razem czułem się jakbym zaraz miał wybuchnąć.
-Danny kocham twój tyłek...jest zajebisty!- jeszcze jedno pchnięcie i poczułem ciepłą ciecz wypełniającą moje wnętrze. Ben doszedł we mnie, a ja na jego klatkę piersiową. Oparłem swoje mokre od potu czoło o jego i czekałam, aż oddech się nieco wyrówna.
-To było zajebiste, czemu wcześniej tego nie zrobiliśmy?
-Będę sobie zadawał to pytanie do końca życia.- uśmiechnął się tym swoim cudownym uśmiecham, a ja delikatnie złączyłem nasze wargi.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Było kilka błędów, np. uśmiechną to w liczbie mnogiej, czyli Danny się uśmiechnął. Albo odepchną, to także jest liczba mnoga. Poza ty nie rób raz spacji przed kropką, raz nie, bo to nieestetycznie wygląda. Poza tym jest okej.
OdpowiedzUsuń